Kryzys w podróży

Opublikowano : 16 stycznia 2015

Minęło pół roku od czasu gdy wyjechaliśmy z Polski i… kryzys… To druga nasza podróż w życiu, która trwa dłużej niż sześć miesięcy i odkryliśmy pewną prawidłowość – po tak długim czasie spędzonym w trasie dopada nas kryzys. Roboczo nazwiemy go „zmęczeniem ekscytacją”. Podróż wiąże się z silnymi doznaniami, zarówno tymi pozytywnymi, jak i tymi negatywnymi, prawdopodobnie to ich nadmiar powoduje, że człowiek nie ma na nic ochoty. Ostatnią rzeczą jaką chcielibyśmy zrobić, to wrócić do domu, ale trudno odnaleźć w sobie iskrę, która powoduje, że każdego poranka wstajemy podekscytowani, gotowi by odkrywać świat na nowo. Niestety, ale wyjście z tego dołka zajmuje trochę czasu.

„Zmęczenie ekscytacją” ogarniało nas stopniowo, niepostrzeżenie jego początki dopadły nas w mieście Meksyk. Wszystko zaczyna sie niewinnie, leniwe poranki, niechęć do zapuszczania się w dalsze zakątki miasta. Jednakże kryzys dopadł nas z całą mocą w momencie, kiedy dotarliśmy do Kolumbii. Ten piękny, niezwykle malowniczy kraj był dla nas na tyle nieatrakcyjny, że nie odczuwaliśmy większej potrzeby sięgnięcia po aparat, czy kamerę. Do historycznego centrum urokliwego pueblo, Villa de Leyva, w którym spędziliśmy sporo czasu, ruszaliśmy tylko po artykuły spożywcze, całe dnie spędzając w hostelowym ogrodzie, leżąc w hamakach. Dużo czasu przebywaliśmy także w Bogocie, trudno przyszłoby nam określić, co tak właściwie tam robiliśmy. Poza zwiedzeniem olbrzymiej katedry znajdującej się we wnętrzu kopalni soli w Zipaquirá, a także wizytą w Muzeum Botero, gdzie można podziwiać kolekcję rzeźb i malarstwa wielkich artystów z całego świata, to czas spędzony w Bogocie można określić jako „przespany”.

Powiew świeżości ogarnął nas wraz z wyjazdem z Bogoty. Postanowiliśmy przyśpieszyć nasz pobyt w Kolumbii i czym prędzej ruszyć do Ekwadoru. Jednak za nim to zrobiliśmy, udaliśmy się jeszcze na chwilę na północ, do kolorowego miasteczka Guatape, gdzie widok jeziora z dziesiątkami małych wysepek zachwycił nas na tyle, że Gosia określiła je mianem najpiękniejszego, jakie w życiu widziała. Kolejnym punktem na trasie naszej podróży było miasteczko Salento, urokliwie położone na zboczu góry. Krótki spacer poza pueblo doprowadził nas na jedną z licznych plantacji kawy, z których słynie ten region, gdzie mogliśmy spróbować wybornej kolumbijskiej kawy.

Z marazmu wyrwała nas myśl o pięknych plażach Ekwadoru, o równie urokliwych wulkanach i przepysznych owocach morza. Tak oto marzenia o kolejnej przygodzie pozwoliły pozostawić w tyle „zmęczenie ekscytacją”, by na nowo zachwycić się podróżą, by kilkanaście godzin spędzonych w autobusie nie było udręką, a obietnicą nowych doznań.

3 odpowiedzi na „“Kryzys w podróży””

  1. mirat pisze:

    Tyle czasu poza krajem i ciągle w podróży. I tak jesteście wielcy.

  2. Nie uwierzyłabym, gdybym sama nie przeżyła :) Niemalże co dzień widzisz rzeczy najpiękniejsze, najwspanialsze, największy wodospad, najstarsza świątynia, najbardziej bajkowe miasto, do tego pół przespane noce w trasach pokonywanych raczej mało komfortowo i… w końcu masz dość. Nas w czasie rocznej podróży też to dopadło, całe szczęście już pod sam koniec. W efekcie woleliśmy siedzieć z Couchsurferami na ich kanapie, pić wino i gadać, ale na pewno nie oglądać kolejnej świątynki czy wodospadu. Tydzień, dwa odpoczynku na plaży i znowu będzie dobrze :)

  3. Gabi pisze:

    Szkoda, ze taki kryzys dopadl Was w tak przepieknym kraju jakim jest Kolumbia. Fakt, ze Bogota nie porywa, ale juz poza nia Kolumbia niezmiernie mnie zachwycila :)

Odpowiedz na „Vanilla Island

Kategorie

Artykuły
Blog
Facebook Iconfacebook like buttonYouTube IconSubscribe on YouTube